Żłobki to wylęgarnia chorób. Skupiska wirusów i bakterii, a infekcje rozprzestrzeniają się z prędkością błyskawicy. Każda mama oddając dziecko do żłobka czy przedszkola obawia się przede wszystkim chorowania. Cierpienia maluszka, nieprzespanych nocy, leków czy szpitala. To jest okropna wizja! I nic dziwnego, że rozpoczęcie samodzielnej wędrówki dziecka często przyprawia nas o bezsenność i zmartwienia. Dla mnie również była to stresująca sytuacja i ciężka decyzja. Z jednej strony powrót do pracy, a drugiej organizacja opieki nad małą i wymagającą Igą. Od pójścia do żłobka minęło już ponad pół roku, dlatego też chciałabym się podzielić naszą historią. Być może będzie inspiracją i pociechą dla mam, które ważne decyzję będą musiały podjąć niebawem.

Nasza mała alergiczka – sytuacja Igi

Alergolog nie wyrażała początkowo zgody na to, by Iga poszła do żłobka. Rozważaliśmy różne opcje, jednak wiedzieliśmy, że z nianią może być ciężko. Po pierwsze nie mieliśmy żadnej poleconej osoby, a po drugie nie chcieliśmy ponosić takich kosztów. Dla nas ważne była również socjalizacja Igi i kontakt z rówieśnikami. Żadna niania nie ofiaruje dziecku tego co otrzyma w grupie rówieśników. Dziś również widzimy, jaki niesamowity rozwój następuje w tym miejscu! Dziecko uczy się szybko wielu rzeczy! Wiem, że nie byłabym w stanie zapewnić jej tego w domu.

Kiedy jej problemy z alergiami się trochę uspokoiły, wizja astmy oddalała się, a skóra wyglądała coraz lepiej i nie była jednym wielkim stanem zapalnym, lekarka powiedziała, że możemy spróbować. Jeśli będzie bardzo źle, zawsze można ze żłobka zrezygnować. Jednak przypominała, że alergicy rzadko kiedy dobrze znoszą, takie skupiska chorób i zarazków, a każdy katar może kończy się zapaleniem oskrzeli i szpitalem. Bardzo się tego bałam, lecz wiedziałam, że ważny dla nas jest mój powrót do pracy. Dla nas – rodziny, gdyż niemożliwe byłby utrzymanie się z jednego wynagrodzenia i dla mnie Ewy. Po roku oddania się macierzyństwu potrzebowałam powrotu do ludzi, rozwoju zawodowego, nowych wyzwań. W podjęciu decyzji na pewno pomogło nam dostanie się do publicznego żłobka. Choć zdania w temacie placówek publicznych są mocno podzielone, ja miałam wewnętrzne przekonanie, że wyjdzie jej to na dobre.

Długa droga adaptacji

Przygodę ze żłobkiem rozpoczęliśmy pod koniec września. Plan był taki, aby dziecko na początku pozostawało godzinę w żłobku. Jeśli będzie ten czas spędzać bez płaczu, można go przedłużać. Zazwyczaj trwa kilka dni. U nas trwał ponad miesiąc. Iga jest dzieckiem bardzo wymagającym i wrażliwym (HNB). Od początku swojego życia potrzebuje bardzo dużo bliskości. Niesamowicie ważna jest dla niej obecność mamy, dlatego też w wielu okresach jej życia mieliśmy do czynienia z silnym lękiem separacyjnym. Niektórych dzieci nie dotyka ten problem, inne przechodzą to lekko, a są dzieci, które bardzo ekstramalnie reagują na rozłąkę z mamą. U nas lęk separacyjny rozpoczął się w okolicach 5 miesiąca i trwa praktycznie do teraz. Mieliśmy już kilka krótkich przerw, kiedy to nieobecność mamy była mniej obowiązkowa, jednak zaraz po tym czasie nadchodził taki etap, że mama była potrzebna na każdym kroku. Nakładało się to zazwyczaj ze skokami rozwojowymi, które bardzo kumulowały strach i nowe emocje.

W związku z tym adaptacji Igi była bardzo trudna. Dla mnie, gdyż wiązało się to z  rozpoczęciem nowej pracy, strachem przed chorobami (jak dziecko choruje to mama zazwyczaj też i mamy w domu szpital, u nas zawsze to tak wygląda!), zwolnieniami i tym, jak będzie reagować pracodawca. Dla niej, gdyż doświadczała codzienne rozłąki z rodzicami. Przez pierwszy miesiąc chodziła do żłobka na godzinę i przez całą tę godzinę płakała. W tym czasie pojawiły się katar, lekka infekcja, nic szczególnie groźnego. Po tym ciężkim miesiącu było trochę lepiej. Zaczęliśmy wydłużać czas pobytu Igi, Tata mógł ją jeszcze szybciej odbierać, ale też lada dzień miał wrócić do pracy. Wiedzieliśmy więc, że czas adaptacji musi się niedługo zakończyć. Na początku listopada Tata wrócił do pracy, a Iga chodziła już na cały dzień do żłobka. Przyszedł taki przełomowy dzień. Jeszcze trochę czasami płakała, jednak miała już swoje ulubione ciocie, do których mogła się przytulić lub posiedzieć na kolanach. Tam czuła się bezpiecznie.

W listopadzie złapała infekcję wirusową i miała kilka gorszych dni. Została z Tatą w domu. Powrót do żłobka był ciężki, jednak po kilku dniach już czuła się tam dobrze. W grudniu mieliśmy krótką jelitówkę (najgorsze przeżycie!) i potem były Święta, więc połowę miesiąca spędziła z nami w domu. Trzy tygodnie w styczniu urlopowała się z babcią w domu – była zdrowa, jednak mieliśmy zaległe szczepienia i chcieliśmy mieć pewność, że podejdzie do tego zabiegu bez żadnych oznak infekcji.

I na tym skończyło się chorowanie Igi w okresie jesienno-zimowym w pierwszym roku uczęszczania do żłobka. Dla jednym mam może to normalne, dla innym będzie to niespotykana sytuacja. Jak to możliwe, że alergik praktycznie nie chorował żłobku? Jak to możliwe, że prócz jednej infekcji i pojawiającego się czasem kataru Iga jest zdrowa, nie brała do tej pory antybiotyki, może raz miała 38 stopni i chodzi cały czas do żłobka?

Nie wiem. Mam na to jednak pewną teorię. Trzy rzeczy, które stosowałam, aby zapewnić zdrowie i odporność mojemu dziecku. Dodatkowo oczywiście wiele innym zabiegów, o których przeczytasz w poście 10 prostych sposobów na wzmocnienie odporności, które stosuję na co dzień, ale te trzy poniżej uważam, że najistotniejsze.

Moje trzy sposoby na zdrowe dziecko

Karmienie piersią

Choć jest wiele drażliwych tematów, teorii i dyskusji na kwestie związane z macierzyństwem, w tym temacie raczej nie ma sprzecznych informacji. Nie ma żadnych badań, które negowałby pozytywne aspekty karmienia piersią, krytykowały ten sposób odżywiania jako najlepszy dla dziecka w danym okresie. Nie ma. Nie znajdziesz. W dodatku na puszkach z mlekiem modyfikowanym jest informacja, że „karmienie piersią jest najlepsze dla twojego dziecka”. Koniec kropka. Nasze wybory możemy racjonalizować w różny sposób i przekonywać siebie oraz otoczenie, dlaczego zdecydowaliśmy tak a nie inaczej, ale nie ulega wątpliwości, że karmienie piersią to najlepsza opcja dla dziecka.

Światowa Organizacja Zdrowia zaleca wyłączne karmienie piersią przez 6 pierwszych miesięcy życia. Po 6. m.ż dieta powinna zostać rozszerzona o owoce i warzywa, które stanowią posiłki uzupełniające. Karmienie piersią należy kontynuować do ukończenia przez dziecko 2 lat lub dłużej.

Postanowiłam, że karmić będę zgodnie z wytycznymi WHO pomimo oporu i sprzeciwu  lekarzy pediatrów i internistów, którzy ewidentnie tych zaleceń nie znają i wydaje im się, że po roku czasu mleko za sprawą magiczną zmienia się w wodę. Duże wsparcie miałam od naszej alergolog, która jest lekarzem bardzo świadomym i edukującym się nieustannie. O takich dziś niezwykle trudno.

Ktoś może powiedzieć, że przeszkodą w kontynuacji karmienia jest powrót do pracy. Można sobie z tą sytuacją poradzić. Nie ukrywam, że bardzo się tego bałam. Bo przecież jak połączyć potrzeby takiego cycoholika z długą nieobecnością mamy? A wierzcie mi był czas, że Iga jadła co godzinę! Próbowaliśmy wprowadzić mleko dla alergików, tak bardziej na wszelki wypadek. Chciałam mieć taki mini komfort, że jeśli zdarzyłaby się taka sytuacja, że nie mogłabym przy niej być, miałaby chociaż dostęp do innego mleka. Odrzuciła je i nie dziwię się wcale, bo jest okropne. Drugie podejście było z mlekiem Hipp, które ponoć posiada najmniej cukru. Również nie przypadło jej do gustu. Tak jak wspomniałam wyżej mleko modyfikowane chciałam mieć tylko na wszelki wypadek, moim celem była kontynuacja karmienia piersią w czasie powrotu do pracy i obecności Igi w żłobku. Udało się to pogodzić i dziś mogę napisać ile pracy nas to kosztowało. Dużo rozmów i tłumaczenia, ograniczenie karmień na żądanie, wiele płaczu, ataków histerii i wymuszeń, ale jesteśmy w tym punkcie, który sobie założyłam kilka miesięcy temu. Iga pije mleko mleko od kilku dni tylko rano i wieczorem. Kulka dni temu zlikwidowaliśmy karmienie popołudniowe. Od prawie dwóch miesięcy nie mamy karmień nocnych. Robimy to stopniowo uszanowaniem potrzeb zainteresowanej :) ale każdy nowy etap jest ciężką przeprawą!

Karmienie piersią na pewno wzmocniło odporność Igi i pozwoliło jej przetrwać pierwszy bardzo trudny kontakt z milionem bakterii i wirusów, jakie codziennie spotyka w żłobku. Poniżej wklejam medyczne uzasadnienie, które w prosty sposób opisuje ten mechanizm:

Mleko matki przez cały okres karmienia zawiera czynne substancje o działaniu immunologicznym. Gruczoł piersiowy jest włączony w cały system ochrony przed zakażeniami. Gdy matka ma kontakt z drobnoustrojem poprzez błony śluzowe, pokarmowe, jej limfocyty T uaktywniają się, rozpoznając „wroga”. Odpowiedzią jest tworzenie specyficznych przeciwciał klasy IGA przez limfocyty B, które osiedlają się wokół pęcherzyków mlecznych i wydzielają przeciwciała wprost do pokarmu. Dwiema drogami do pokarmu przenikają czynniki immunologiczne – z krwi matki oraz wprost z komórek odpornościowych. Ten mechanizm działa cały czas, bez względu na wiek dziecka i długość laktacji. Ponadto w pokarmie wciąż są obecne czynniki wzrostu nabłonka i tkanek, makrofagi, neutrofile, probiotyki, oligosacharydy, nukleotydy, cytokiny, laktoferyna,, lizozym i wiele innych substancji wspomagających rozwój i odporność dziecka. Pokarm matki w drugim roku życia stanowi osłonę dla podawanych pokarmów uzupełniających do wciąż nie w pełni dojrzałego przewodu pokarmowego. Pokarm chroni, odżywia błonę śluzową jelit oraz ułatwia procesy trawienia.

dr med. Magdalena Nehring-Gugulska
Międzynarodowy Konsultant Laktacyjny

Bardzo ważny jest fragment, w którym mowa o tym, że mechanizm ochronny działa bez względu na wiek dziecka czy długość laktacji. Można więc utrzymać jedno karmienie dziennie i dziecko będzie otrzymywać przeciwciała! Wspaniałe prawda?

Więcej na temat karmienia piersią i wytycznych tutaj i tutaj. A tu wyjaśnienie skąd takie wytyczne dla bardziej opornych wiedzy :)

Dieta „zero cukru”

Tutaj wszystko jasne. Cukier niszczy florę bakteryjną jelit, uzależnia, obniża odporność i nie wnosi nic wartościowego do diety. Nie będę się na ten temat zbytnio rozpisywać, gdyż wydaje mi się, że wyczerpałam go w poście Dlaczego twoje dziecko nie powinno jeść cukru? Iga nie je cukru i staramy się ją przed tym chronić, tak długo jak mamy na to wpływ. Mam nadzieję, że poprzez nasz sposób odżywiania kształtujemy jej dobre nawyki i zaprocentuje to w przyszłości.

Smog i zanieczyszczenie powietrza – unikanie spacerów!

Niektórzy powiedzą, że temat na czasie. Inni, że smog przecież kiedyś też był i nic się nie działo. A inni nic nie mówią, nie interesują się i oddychają. No bo przecież nie możemy zrezygnować z oddychania?

Co ma smog do zdrowia, chorowania czy odporności? Zapyta nie jedna osoba czytająca ten artykuł. Otóż bardzo dużo, szczególnie w przypadku dzieci, kobiet w ciąży, osób starczy i chorujący na alergie i astmę. Chyba trochę naciągany temat, ktoś tu przesadza…pomyśli znów osoba czytająca ten post. Przecież mój pediatra/internista/alergolog/ginekolog nie wspomniał nic o tym, że powinnam śledzić normy jakości powietrza w moim mieście, przed wyjście na spacer sprawdzić jaki jest stan powietrza. Przecież aktywność na świeżym powietrzu to samo zdrowie i lekarze do tego zachęcają! Tak dokładnie, tylko kiedy mamy świeże powietrze?

W zeszłym roku, kiedy Iga miała bardzo duże problemy ze skórą i nie wiedzieliśmy co ją uczula, ani czy z tego nie przekształci się astma – całą zimę siedziałam w domu. Nie wychodziłyśmy na spacer od stycznia do marca. To nasza alergolog zwróciła nam na to uwagę i przestrzegała przed groźnymi skutkami smogu, szczególnie dla małych dzieci i alergików. Aby nie rzucać pustymi frazesami przytoczę kilka cytatów, a osoby pragnące zgłębić temat na pewno znajdą w necie dużo wiarygodnych materiałów na ten temat.

W czasie zimy najbardziej szkodliwy dla zdrowia człowieka jest pył zawieszony zawierający cząsteczki o bardzo małych rozmiarach PM 10 i PM 2,5. Pył ten drażni górne oraz dolne drogi oddechowe i wywołuje objawy podobne do przeziębienia, takie jak katar i kaszel, bo organizm chce się pozbyć nagromadzonych zanieczyszczeń.

       Prezes Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POCHP dr Piotr Dąbrowiecki

Badania przeprowadzone w Krakowie potwierdzają, że przeziębienia u dzieci 2-3-krotnie częściej występują wtedy, kiedy większe jest zanieczyszczenie powietrza, ponieważ na stan zapalny błony śluzowej wywołany przez pył zawieszony nakładają się patogeny – dlatego nasze dzieci chorują, dołóżmy do tego jeszcze bakterie i wirusy w przedszkolach i żłobkach… Dzieci są bardziej narażone na wdychanie zanieczyszczonego powietrza, bo są niższe, bardziej aktywne ruchowo i szybciej oddychają. Układ oddechowy dziecka jest niedojrzały (dojrzewa w okolicach 6-8 roku życia) i bariera ochronna, którą jest śluzówka, również jest niedojrzała. Dlatego wszystkie pyły i cząstki, które tam się dostają, drażnią błonę śluzową i ułatwiają dostęp wszelkim wirusom i bakterią – w taki sposób wzrasta liczba zachorowań.

 „Smog negatywnie działa na trzy układy: oddechowy, krwionośny (najmniejsze cząsteczki przedostają się do krwi i z nią docierają do mózgu) oraz nerwowy, a także na skórę. Im młodsze dziecko, tym szkodliwe czynniki mają na nie większy wpływ. Wszystkie układy są jeszcze niedojrzałe. Dzieci wykazują dużo większą aktywność niż dorośli, więc szybciej oddychają. Układ oddechowy dziecka jest niedojrzały i bariera ochronna, którą jest śluzówka, również jest niedojrzała. Dlatego wszystkie pyły, które tam się dostają, wszystkie cząstki, powodują dużo więcej krzywdy…. Szkodliwe cząsteczki wywołują stany zapalne dróg oddechowych, co objawia się kichaniem i kaszlem, a to może prowadzić do mniejszej pojemności oddechowej płuc. Zapadalność na astmę jest dużo większa u dzieci, a dodatkowo częściej narażone są na infekcje górnych dróg oddechowych pod postacią zapalenia oskrzeli czy zapalenia płuc.”

          Pediatra, dr Aneta Górskiej-Kot, ordynator oddziału pediatrycznego

Na palcach jednej ręki mogę policzyć dni, kiedy byłyśmy na spacerze. Monitoruję stan powietrza i od wielu tygodni nie był on na tyle dobry, bym mogła z czystym sumieniem wyjść z dzieckiem na spacer. Oczywiście musimy się przemieszczać, Iga chodzi do żłobka, ja do pracy, więc chwilę na dworze spędzamy, jednak znając konsekwencje oraz obserwując pomiary nie korzystamy z aktywności na zewnątrz. Wiem, ze dzięki temu jest zdrowsza i będzie zdrowsza w przyszłości. Gorąco zachęcam, aby nie bagatelizować tematu! Społeczeństwo jest coraz bardziej świadome, rodzice są coraz bardziej świadomi i nawet coraz częściej personel żłobków czy przedszkoli monitoruje stan powietrza przed wyjściem na dwór. Nie żyjmy z utartymi zaleceniami, że trzeba spędzać codziennie czas na świeżym powietrzu. Bo dawno już świeżego powietrza u nas nie było :(. No może od kilku dni jest w Opolu trochę lepiej :)

Iga dziś w żłobku

Dziś Iga jest bardzo zadowolona, że chodzi do żłobka. Cieszy się jak tylko zjawimy się w szatni, sama ściąga buty i czapkę, aby jak najszybciej pobiec do sali. Lubi swoje ciocie i czuje się tam bezpiecznie. Uczy się wielu rzeczy i na co dzień obserwuję jej niesamowity rozwój np. mowy czy zachować. Oczywiście równie bardzo się cieszy jak jak po południu pojawia się mama :). Mama od początku przygody żłobkowej nie była jeszcze na zwolnieniu lekarskim…to znaczy byłam, ale nie na Igę, to ja się pochorowałam :) Dziś wiem, że to była dobra decyzja, ale ile strachu, nerwów i nieprzespanych nocy mnie kosztowała… wie o tym na pewno każda mama :) Choć czasem dokucza jej katar, który jest normalną żłobkowa dolegliwością, to uważam, że nasza przygoda żłobkowa jest całkiem przyjemna :)

Źródła:

http://www.greenpeace.org/poland/pl/press-centre/dokumenty-i-raporty/Raport-Polskie-przedszkola-w-smogu/

http://wyborcza.pl/TylkoZdrowie/7,137474,21468558,smog-zatrute-srodowisko-zabija-dzieci.html?disableRedirects=true

http://dolnoslaskialarmsmogowy.pl/news.php?dzial=2&kat=14&art=126

https://tvnwarszawa.tvn24.pl/informacje,news,smog-szkodzi-dzieciom-i-to-powaznie-lekarz-radzi-jak-je-chronic,253536.html

http://www.tokfm.pl/Tokfm/7,103454,22744973,polskie-przedszkola-w-smogu.html