Mam takie szczęście, że dzięki prywatnej opiece medycznej mogę korzystać z usług wielu lekarzy i specjalistów nie czekając zbyt długo na wizytę. Jest to bardzo pomoce, gdy ma się w domu przewlekle chorujące dziecko i sporo stresujących przeżyć z tym związanych.

Kiedy chorujemy lub co gorsza choruje nasze dziecko, musimy opierać się całkowicie na wiedzy i doświadczeniu lekarza. To on decyduje o tym jakie leczenie zastosować, jakie leki podawać, co zrobić by było znów dobrze. Nie znany się na tym zupełnie, więc jak tu ingerować w kompetencje lekarza? W sytuacji krytycznej oddajemy się całkowicie jednemu człowiekowi, a jego decyzja może zaważyć na naszym życiu, naszych dalszych losach. Na wszystkim co mamy i co kochamy. Słowem kluczowym jest tutaj zaufanie. Musimy je mieć, aby oddać nasz los w ręce zupełnie obcego człowieka. Jak ty się z tym czujesz?

Ja tak nie potrafię!

Bo ja nie czuję się dobrze. Nie mam zaufania. Bezgranicznego zaufania. Moje odczucia mogę nazwać bardzo ograniczonym zaufaniem. Nie przyjmuję każdych zaleceń bez pytań, nie wdrażam ich bezrefleksyjnie, jak robi to większość ludzi. Zastanawiam się, pytam, analizuję, czytam. Nie. Nie czytam super expresu, nikomu nie znanych blogerów czy artykułów na interii. To nie są miejsca z których czerpię wiedzę czy informacje. Jestem myślącym, wykształconym człowiekiem  i potrafię odfiltrować informacje potrzebne, praktycznie i wiarygodne. Czasem jest to bardzo trudne i sama nie wiem co myśleć i robić. Dlatego pytam. Kogo? Osoby znające się na temacie, mające doświadczenie, które miały styczność z danym zagadnieniem, przeszły to co ja przechodzę. Radzę się osób doświadczonych. Pytam lekarzy. Zbieram dane i je analizuję. Na tej postawie pozwalam się kierować w leczeniu i tak kontroluję leczenie mojego dziecka. Dlaczego nie ufam bezgranicznie lekarzom?

Bo to są TYLKO ludzi. Przecież każdy miał do czynienia z lepszym i gorszym lekarzem. Dlatego szukamy DOBREGO alergologa, SPRAWDZONEGO gastrologa, NAJLEPSZEGO pediatry dla naszego dziecka. Nie chcemy korzystać z usług kogoś bylejakiego. Lekarze są tylko ludźmi i nie każdy jest świetnym specjalistą, który rozwija się, dokształca, aktualizuje wiedzę i zalecenia, jeździ na szkolenia i seminaria. Nie każdy z nich reprezentuje ten sam poziom wiedzy i nie każdy tylko tą wiedzą sugeruje się podczas przepisywania leków czy kierowania zaleceń. Co jest bardzo przerażające…

Niektórym się nie chce. Mają zły humor. Nie znają się na innej specjalizacji, ale się wypowiadają. Nie przeczytali aktualnych zaleceń, ale zalecają. Nie kierują się rozsądkiem i intuicją, tylko lecą szablonowo, bo tak się KIEDYŚ nauczyli, wykuli. Nie patrzą na pacjenta indywidualnie. Nie słuchają rodziców.

Pomijam tutaj aktualną sytuację w służbie zdrowia, czy protest rezydentów. Bo nie dzieje się dobrze i świetnie, że ktoś walczy o zmiany. Każdemu z nas zależy na dobrej służbie zdrowia i ja również popieram tę walkę!

Pięciu lekarzy i pięć różnych odpowiedzi

Przed rozpoczęciem przygody żłobkowej starałam się przygotować Igę na spotkanie z całą gamą wirusów i bakterii. Jako alergik z AZS-em może bardzo ciężko przechodzić infekcje, więc każda sugestia jak wesprzeć odporność dziecka była na wagę złota. Podczas wielu wizyt w przychodzi miałam kontakt z kilkoma lekarzami i każdemu zadawałam to samo pytanie: „Jak przygotować córkę do pójścia do żłobka? Czy możemy jakoś wzmocnić jej odporność? Aktualnie podajemy witaminę D i probiotyki, zastanawiam się nad podawaniem witamin C? Czy ma to sens? Czy możemy coś jeszcze zrobić?”. Spójrzcie proszę, jakie otrzymywałam odpowiedzi.

Lekarz 1

Nic nie podawać. Witaminy D też nie. Nie ma to sensu, bo dziecko nie ma teraz odporności, musi ją zbudować poprzez przechorowanie. Nic Pani na to nie poradzi i nic zrobić nie można.

Lekarz 2

Podawać witaminę D 800 jednostek. Witaminę C nie, bo zbyt obciąża nerki u tak małego dziecka.

Lekarz 3

Podawać witaminę D 800 jednostek. Witaminę C maksymalnie 5 kropel dziennie i dużo naturalnej zawartej w warzywach i owocach.

Lekarz 4

Proszę absolutnie nie podawać witaminy C. To placebo! Żadne badania nie potwierdziły, żeby miała jakiekolwiek działanie.

Lekarz 5

Tylko szczepienia dziecka budują odporność. Żadne inne metody nic nie pomogą.

Która z tych odpowiedzi jest prawidłowa? Któremu lekarzowi wierzyć? Czy stosując się do każdego z tych zaleceń osiągnęłabym ten sam efekt? Każdego z osobna oczywiście, nie wszystkich razem. Zakładam, że większość ludzi nie przeprowadza takiej ankiety. Dostaje jedno zalecenie i się go trzyma. Co ciekawe ŻADEN lekarz (prócz naszego alergologa) nie wspomniał tutaj o odpowiedniej diecie, jelitach,  unikaniu cukru oraz najważniejszym czynniku, który może pomóc dziecku w budowaniu odporności: KARMIENIU PIERSIĄ! A nie jest to wiedza tajemna, żadna nowość czy jakieś znachorsko-szamańskie bujdy. Są to czynniki, o których mówi nauka, badania i lekarze, którym się chce…

Więc co z tym zaufaniem?

Jak mam ufać, kiedy stomatolog zaleca mojej ośmiomiesięcznej córce pastę z wysoką dawką fluoru?

Jak mam ufać, kiedy pediatra zaleca całą serię szczepień malutkiemu dziecku z silnymi zmianami skórnym twierdząc, że dziecko jest zdrowe?

Jak mam ufać, kiedy kolejny raz słyszę u pediatry, że karmienie piersią dziecka po roku jest tylko i wyłącznie dla przyjemności mamy i dziecka i nie przynosi żadnych innych korzyści?

Jak mam ufać, kiedy internista krytykuje po raz kolejny moje karmienie piersią?

Nie będę już wypisywać jakie sprzeczne opinie i zalecenia słyszałam od ginekologów podczas całej ciąży. Absurd gonił absurd. Na szczęście wiem jak filtrować informacje. Nie musiałam skończyć studiów medycznych, aby kierować się logiką i rozsądkiem. Obserwować swój organizm i opierać się na swojej intuicji. Oczywiście znam osobiście wspaniałych lekarzy! Zarówno młodszych jak i starszych, który są oddani pacjentowi, kompetentni, starają się wykonywać swój bardzo ciężki zawód z dużą godnością, zaangażowaniem i orientacją na klienta. Taka postawa buduje zaufanie! Moje również. Krok po kroku.