W macierzyństwie liczy się dziecko czy matka? Może powinnam napisać w rodzicielstwie? Kto liczy się bardziej dziecko, matka czy ojciec? Czyje potrzeby są najważniejsze? Mam wrażenie, że nie dla każdego jest to jasne, że dziecko też je ma. Prócz tych podstawowych, również emocjonalne. Przede wszystkim potrzebę bliskości.

Nazywam się MAMA

Piszę ten post pod wpływem dużych emocji. Tak bardzo chciałabym być już Ewą! Nie tylko Mamą, która od kilku miesięcy walczy o przetrwanie i wciąż przegrywa walkę z lękiem separacyjnym. Jak to jest być tylko Mamą, z przyklejoną na stałe małą dziewczynką? Jak to jest, kiedy dziecko nie może rozstać się z Tobą nawet na kilka sekund? Kiedy waruje pod drzwiami łazienki? Trzyma kurczowo nóg, rąk, brzucha, włosów? Kiedy po przebudzeniu chce tylko widzieć i tulić Mamę? Kiedy w nocy tylko Mama się liczy i tylko Mama może uspokoić? Jest krzyk, rozpacz i okropne łzy, kiedy tej Mamy nie ma, bo poszła do drugiego pokoju. A jak Mama odważy się wyjść gdzieś dalej? Na jogę czy pilates? Do sklepu? Po prostu wyjść na chwilę? Które potrzeby są najważniejsze?

Żyjemy z Igą w tym świecie już kilka miesięcy. Świat wypełniony jej lękiem wyznacza moją swobodę i możliwości. Będąc dorosłą osobą wiem czym jest lęk i jak ciężko go zwalczyć. Tym bardziej rozumiem strach mojej córki, która rośnie, zmienia się, nabywa nowych umiejętności i coraz bardziej oddala się od swojej bezpiecznej przystani. MAMY. Rozumiem, że te wszystkie zmiany sprawiają, że moje dziecko bardzo się boi. Moje. Bo nie każde dziecko będzie miało lęk separacyjny! Nie każde dziecko ma tak silną potrzebę bezpieczeństwa i bliskości.

Iga zaczyna rozumieć, że jesteśmy oddzielnymi bytami. Jest Mama i Iga. Może przemieścić się na drugi koniec pokoju i tym samym zdobywa niezależność. Ale oddala się od Mamy i może stracić znane jej dobrze bezpieczeństwo. Moja córka pomimo wielu niepewności i lęków wciąż uczy się nowych rzeczy. Jest przyklejona do Mamy, ale raczkuje, wspina się, podnosi, staje, kuca, zaczyna chodzić. Wraca czym prędzej do bezpiecznej przystani, by za chwilę znów się oddalić i potrenować nowe umiejętności. Podziwiam ją strasznie! Tyle rzeczy musi ogarnąć, tyle się nauczyć, jeszcze zęby ją męczą. Dzielna jest moja mała dziewczynka! Potrzeba odkrywania nowych terenów coraz częściej wygrywa z niepokojem.

Każdy z nowych etapów bardzo ją przeraża, ale również niesamowicie ciekawi. Wspieram ją, choć wyczerpuje mnie ciągła dyspozycyjność. Wspieram, choć aktualnie jestem tylko MAMĄ. Dla mnie to tylko, a dla niej wszystko.

Gdzie jest tata?

Zastanawiałam się czy powinnam pisać o rodzicielstwie czy tylko o macierzyństwie? Pomijanie ojca również w tym kontekście mogłoby być krzywdzące. Już tyle się Ci ojcowie nacierpią! I nie piszę tego z przekąsem, wręcz przeciwnie. Tata, ale taki tata fajny (bo nie wszystkie maluszki mają szczęście do fajnych tatusiów), zakochany w swoim ojcostwie, zakochany w swoim maluszku, chętnych do zabaw, wygłupów i stęskniony po całym dniu nieobecności (zakładam, że to mama jest na macierzyńskim, a tata pracuje, choć oczywiście sytuacja może być odwrotna) może się czuć trochę odtrącony.

Przychodzi czas kiedy tylko Mama się liczy. Tata może stać z boku, gotowy do działania i cierpliwy. Kiedyś w końcu ustanie lęk i wszystko wróci do normy. Taki wspaniały tata nie zniechęci cię, zrozumie potrzeby i pragnienia maluszka. Zaopiekuje się również zrozpaczonym bobasem podczas krótkiej nieobecności mamy. Nie będzie się denerwował, zniechęcał i złościł na ciągły płacz oraz jęki. Tata zrozumie! Iga potrzebuje również Taty.

Odpowiedzi dyktuje intuicja

Ktoś by powiedział, a zresztą mówią…

„Za dużo nosiłaś i przyzwyczaiłaś”. 9 miesięcy podczas ciąży nosiłam. Kurcze nie wiedziałam, że jest inna opcja? Bez noszenia?

„Dalej śpi z Wami w łóżku?”. Jeśli tego potrzebuje będzie spała nawet do 18-stki! :)

„O matko! Dalej karmisz piersią”. No faktycznie. Chyba się zagalopowałam! Ile ta moja córka ma już lat? 10? 5? Chwileczkę, to chyba jeszcze miesiące. Z tego co pamiętam leci 10 miesiąc…

Ludzie dajcie spokój! Już słychać tego nie mogę. Dzieci mają potrzeby. Stawiam potrzeby mojego dziecka na pierwszym miejscu po prostu! Nawet jeśli jest mi to nie na rękę, to jestem szczęśliwa, kiedy moje dziecko jest szczęśliwe. Oczywiście są chwile kiedy jest mi źle, ciężko i czuje się sfrustrowana, ale wiecie co odkryłam? Zazwyczaj przyczyniają się do tego inni, ze swoimi „przyjaznymi” komentarzami. Dlaczego? Bo zaczynam się zastanawiać, wahać, myśleć. Może źle robię, może powinnam coś zmienić? Może faktycznie coś z moim dzieckiem jest nie tak, że ma takie duże potrzeby? Potrzeby silniejsze niż inne dzieci.

Po chwili jednak już wiem. Ufam mojej intuicji i wiem czego moje dziecko potrzebuje. To właśnie zamierzamy je dawać. Dużą dawkę bezpieczeństwa i bliskości. Nie jest typowym bobasem. Jest wyjątkowa!

Tak. Będziemy nosić. Będziemy tulić. Jeśli będzie chciała, jeśli tego będzie potrzebowała. Będzie spędzać czas w naszych ramionach. Kupiliśmy nosidło, więc jest dużo wygodniej. Całe wakacje się nosiliśmy :). To nie oznacza, że nie stać nas na wózek. Tak, mamy też wózek.

Tak. Będzie z nami spała. Jeśli będzie tego potrzebować będzie z nami spać. Uwielbia to i jej Tata również. Nikomu to nie przeszkadza. Każdy przyzwyczaił się już do nowego zagospodarowania przestrzennego w naszym łóżku. Każdy ma swój przydział. My z Tatą najmniejszy :)

Tak. Będę długo karmić. Może nawet dwa lata jak dam radę! Kto się oburzył ręka w górę! :) Moja córka jest alergikiem i KP to dla niej najlepsze co może być. Nigdy już nie dostanie takich wspaniałości, więc jedziemy z tym tak długo jak się da. Nie, nie potrzebuję alkoholu. Bez mleka i serów też sobie radzę.

Potrzeby mojego dziecka są najważniejsze. Iga jest najważniejsza. Potem jesteśmy My. Tak będzie jeszcze przez kilka lat i zamierzam się tym czasem cieszyć. Bo z biegiem lat moje dziecko będzie potrzebowało mnie/nas coraz mniej. I jak to mówi każda doświadczona Mama – będę za tymi chwilami cholernie tęsknić!

Zapisz

Zapisz