Idea uważności czyli celebrowania chwil, przeżywania każdego momentu w pełnej świadomości staje mi się ogromnie bliska. Czy może to być sposób na udane macierzyństwo? Od dłuższego czasu bardzo chciałam zwolnić i uwolnić się od narzuconych sobie schematów analizowania wszystkiego. Zbyt dużo siedzi w głowie niepotrzebnych myśli, zmartwień, za mało koncentracji na chwili obecnej. Chciałabym to zmienić i pracować nad sobą, tym bardziej w roli mamy. Macierzyństwo jak nic innego wymaga uważności. Tutaj ogromne znaczenie ma każda niepowtarzalna chwila.

Mindfulness to umiejętność umysłu obserwowania rzeczy takimi, jakimi są, bez oceniania, analizowania, porównywania, modyfikowania, nakładania projekcji, korzystania ze swoich schematów, oczekiwań, obaw, bez lgnięcia ani odpychania, ale pozostawania z ciekawością, angażowania się w to, co jest w tym właśnie momencie.

Jak bardzo uważną jesteś mamą?

Macierzyństwo jest właśnie tym momentem. Jest jakie jest. Są lepsze i gorsze dni. Jednak to czas przepełniony niezwykłą miłością, którą odkrywamy z każdym dniem. Miłość matki, a w zasadzie pokłady miłości bezgranicznej, nieznanej dotąd, gdyż nasz umysł nie mógł sobie tego wyobrazić bez faktycznego doświadczenia. Miłości dziecka, które uczy się świata i życia polegając całkowicie na naszym ramieniu i wsparciu. Miłość dziecka warta jest każdych poświęceń, dlatego warto celebrować nawet te ciężkie chwile. Łatwo się mówi, trudniej realizuje. Kto normalny celebruje kolki, ząbkowanie i bezsenne noce? :) Nikt nie mówi, że to łatwe. To bardzo trudne wyzwanie.

Mamy tylko te momenty. Trwają za krótko. Można więc próbować je sobie przedłużyć. Rozłożyć na części pierwsze i przeżywać. Nie tylko czekać, myśleć co mamy jeszcze do zrobienia, planować jutrzejszy obiad czy marzyć o weekendzie. Kiedy uświadomiłam sobie jakim pędem są moje myśli i jak rzadko jestem obecna w teraźniejszości, zapragnęłam zmiany. Coraz częściej powtarzamy bądź słyszymy: „Jak ten czas szybko leci”. Pędzą godziny, dni i miesiące. A my wciąż czekamy na coś co kiedyś przyjdzie. Weekend. Wiosna. Wakacje.

Nie chcę by moje macierzyństwo takie było. Chcę być TERAZ ze swoim dzieckiem. W tym szczególnym momencie.

Jak już uświadomimy sobie pęd i ulotność chwil staramy się je bezmyślnie chwytać. Telefony, aparaty, media społecznościowe. Przeżywają często życie za nas. Tworząc obrazy zapominamy, że dużo ważniejsze od zrobienia zdjęcia jest przeżycie danej chwili w pełni. Bez aparatu. Rozkładając ją na części pierwsze. Angażując całe ciało. Wzrok, słuch, zapach, dotyk. Zamknij na chwilę oczy.

sposób na udane macierzyństwo

Moja niedawno odkryta uważność

Patrzę ze wzruszeniem jak je. Jak przełyka każdy łyk płynącego mleka. Jak delikatnie naciska małymi paluszkami moją pierś. Patrzę i staram się zapamiętać każdy mikromoment. Jej malutkie usta, niebieskie wzrok, okrągłe policzki. Czasami pomyślę ile już takich mikromonetów mi uciekło, ale szybko staram się wrócić do tego dzisiejszego. Do obecnej chwili. Patrzymy sobie w oczy, ona przerywa na chwilę jedzenie, uśmiecha się i swoją rączką dotyka mojej twarzy. Powie coś po swojemu. Po chwili znów wraca do jedzenia.

Słucham jak pięknie śpiewa. Niczym mały ptaszek, bo takie ostatnio wychodzą jej melodie. „Guganie” zmieniło się bardziej zaawansowane dzięki i ciężko za nią nadążyć. Więc słucham. Przebudzi się, przetrze oczka i zaczyna mówić do świata. Mała rączka wędruje po mojej twarzy, małe paluszki wchodzą do mojego nosa i oczu, a z jej małego gardełka wydobywają się radosne dźwięki. Wita mnie i nowy dzień. Macha rączkami i uderza nóżkami. Choć jeszcze chciałabym pospać (bo 6:00 godzina to dla mnie był kiedyś środek nocy) to witam ten dzień razem z nią i słucham co ma mi do powiedzenia. Podnoszę rolety, wpuszczam trochę słońca do sypialni i podziwiam jej piękny uśmiech.

Obserwuję jak poznaje świat. Jak codziennie po raz setny bierze tę samą zabawkę i jaką sprawia jej to ogromną radość. Milionowy raz wyciąga rękę po żabę. Uśmiecha się rozbrajająco do pszczoły. Ślini myszkę, uderza grzechotką o podłogę. Przekłada z rączki do rączki. Zrzuca i obserwuje. Zabawkę oraz mnie. Uśmiecha się i szuka nowych możliwości. Płacze ze znudzenia. Podciąga się do góry, bo strasznie chce już siedzieć. Nagle przypomina sobie, że ma rączki i przygląda się zaciekawieniem swoim paluszkom, które po chwili lądują w buzi. A potem obślinione rączki lądują na mojej szyi.

Nic nie ma już znaczenia. Tylko ta chwila.

Większość z nas chodzi po tym świecie i przeżywa swoje życie niczym lunatycy. Jesteśmy na wpół przytomni. Na wpół obecni. Z drugiej strony czasem jesteśmy nazbyt pobudzeni. W filozofii buddyjskiej często mówi się o „umyśle małpy”, umyśle, który ciągle gdzieś skacze. Za kolejnym projektem, żeby zdążyć z kolejnym terminem, żeby spłacić następny kredyt, żeby zyskać nowe kwalifikacje, żeby kupić kolejną rzecz. Nie mamy czasu zobaczyć, co się z nami dzieje, a jeżeli coś już widzimy, to własne zmęczenie, stres, przepracowanie, frustrację, złość, czyli wszystkie te „negatywne emocje”. Chwile miłe wydają się być ulotne. Ciągle na nie czekamy, a kiedy się pojawiają, to myślimy, że się skończą, i nie potrafimy się nimi cieszyć.

Rozpoczynam pracę nad moim „małpim umysłem” i planuję celebrować jak najwięcej naszych momentów. Matki i córki. A jaki jest Twój pęd? Panujesz nad nim? Walczyć? Czy poddałaś się, żyjesz w wirze i dobrze Ci z tym? :)