Od kilku dobrych dni, ba tygodni! próbuję napisać post podsumowujący 2016. Tytuł mówi sam za siebie: 8 rzeczy, których nauczył mnie 2016. Nie spodziewałam się, że będzie to takie trudne! Rok 2016 był cudownym rokiem, jest to oczywiste i niezaprzeczalne, więc dlaczego tak trudno mi go podsumować? Dlaczego tak trudno opisać te wszystkie  emocje słowami? Nie umiem tego ogarnąć, choć wiem co chcę napisać, nie potrafię tego ubrać w słowa, choć kotłuje się w mojej głowie milion spółgłosek i samogłosek. To jest okropne uczucie i pierwszy raz zdarzyło mi się, że nie mogę wyartykułować się pisemnie (bo ustnie zdarzało się wielokrotnie!).

Myślałam o tej trudność i chyba wiem o co chodzi. Podsumowanie będzie jakiegoś rodzaju zamknięciem, a ja strasznie nie chcę by ten rok się zakończył! Wiem, wiem. Już prawie miesiąc tkwimy w 2017, ale ja jeszcze żyję tym poprzednim rokiem. No cóż! Pomimo wielu dni poprzedzających Sylwester, nie miałam kiedy przygotować się na jego zakończenie. Nie jestem na to gotowa. Był wspaniały, a ja nie miałam czasu pożegnać się z nim należycie.

Co więcej nie chcę się z nim żegnać. Tkwię więc gdzieś pomiędzy Świętami a Nowym Rokiem i boję się odetchnąć w pełni. To był najwspanialszy rok w moim życiu. Będę go zawsze pamiętać i pewnie po 70-tce  wielokrotnie wspominać „W 2016… roku…kiedy…byliśmy…”; „Latem 2016 kiedy ledwo chodziłam…”; „Pod koniec roku 2016 kiedy nie umiałam się ogarnąć…” i tak dalej i tak dalej. Naprawdę ciężko mi się z nim rozstać.

To był rok zaczynania na nowo. Wszystko co ważne w życiu zaczęłam na nowo. Związek, wspólne mieszkanie, wspólna codzienność, nowe życie. To nie tylko moje nowe życie się zaczęło, ale również to całkiem nowe: człowieczo – fasolkowe :) O niej dowiedzieliśmy się rok temu, z nią spędziłam 9 cudownych miesięcy (hahaha teraz piszę cudownych :)), 9 godzin walczyłyśmy wspólnie o to by pojawiła się na tym świecie i w 2016 spędziłyśmy ponad 3 naprawdę wspaniałe miesiące (o trudnych momentach już prawie nie pamiętamy). Nie było łatwo, ale z perspektywy czasu widzę z jaką magią miałam do czynienia. To był rok wydarzeń, które nigdy się już nie powtórzą, a brak tej powtarzalności czyni je niesamowicie magicznymi. Pierwsze usg, bicie serca, pierwsze ruchy, każdy kolejny kopniak, pojawienie się na świecie, pierwszy uśmiech, pierwsze dwa miesiące kolek :) i kolejne przeciwności którym stawiamy czoła. Pierwsza wspólna noc i pierwsza przespana noc (póki co pierwsza i ostatnia). Ciężko zliczyć ile rzeczy zrobiliśmy wspólnie po raz pierwszy. To wszystko było nowe. A nowe doświadczenia uczą.

Więc czego nauczył mnie 2016?

Zaprojektowane przez Freepik

  1. Nic już nigdy nie będzie takie samo. Dlatego, że nasze życie bardzo się zmieniło. I wiesz co? To nic złego, nic strasznego, to wręcz bardzo ekscytujące! W ciągu życia zmieniamy się wiele razy, dojrzewamy przecież, rosną nam siwe włosy (które póki co wyrywam!) i wypadają garściami te nie siwe, modyfikujemy przyzwyczajenia, budujemy relacje, zmieniamy otoczenie…no mnóstwo jest tych zmian. Na przykład już nie cieszę się tak na weekend, bo to dla mnie normalny dzień i tak się nie wyśpię. Kto by pomyślał, że nawet postrzeganie weekendu się zmieni? I to na pewno nie koniec. Warto więc przyzwyczaić się do myśli, że nasze życie to nieustający ciąg zmian. Lubię stabilizację, więc to nie było łatwe, ale przyjęłam tę informację ze spokojem.
  2. Nie potrzebuję zbyt dużo do szczęścia. Wydawało mi się, że lawina zmian przygniecie mnie i rozpocznie cały szereg burzących moje dotychczasowe życie frustracji. Okazało się, że coś co uważałam za niezbędne i bezdyskusyjnie potrzebne, niekoniecznie jest częścią fajnego i szczęśliwego życia.  Drineczki, tańce hulańce, pyszny tatar czy jajko na miękko. Spanie do 14:00, żwawe wchodzenie po schodach, prawie idealna waga, wylegiwanie się na słońcu, godziny czytania wciągającego kryminału i dnie, kiedy swój czas planowałam tylko dla siebie.  Nie potrzebuję tego, by być szczęśliwa. Doceniam 10 minut spędzone z książką, 6 godzin nieprzerywanego snu i 15 minut samotnego prysznicu, które mam prawie każdego dnia (zazwyczaj w tle zamiast rozluźniającej muzyki słyszę pokrzykiwanie Iguany). Doceniam jej szczery uśmiech każdego poranka i możliwość wtulenia się w jego ramiona każdego wieczora. To jest moje życie teraz :)
  3. Najważniejsza jest rodzina, ta w której się wychowaliśmy i tak którą tworzymy. Tylko tyle i aż tyle. Mam nowe priorytety, które szybko się nie zmienią.
  4. Wyrzucasz sobie, że nie zrobiłeś czego na 100%? Cóż spirytus ma 95%, a wiadomo co potrafi„. Nie chcę być perfekcjonistką. Nie chcę być perfekcyjną mamą. Nie chcę oszaleć. Może czasem wystarczy 70%? Rozpoczęłam kilka miesięcy temu najważniejszy task w moim życiu. Ale nic nie musi być na ASAP. W sumie jest kilka deadlinów, ale oswoiłam się już z tym, że będzie mnóstwo fakapów. Nie oceniaj mnie, nie krytykuj, nie mów, że coś mogłabym zrobić lepiej. To jest moje życie  – FYI.
  5.  Prawdziwi przyjaciele to ci, którzy są przy tobie, gdy dobrze ci się wiedzie. Dopingują cię, cieszą się z twoich zwycięstw. Fałszywi przyjaciele to ci, którzy pojawiają się tylko w trudnych chwilach, ze smutną miną, niby solidarni, podczas gdy tak naprawdę twoje cierpienie jest pociechą w ich nędznym życiu”. Nie mogło zabraknąć punktu, który podsumowałby moje relacje z ludźmi. Wciąż ciężko mi tak po prostu zakończyć pewne relacje, choć zdaje sobie sprawę jak bardzo są toksyczne. I wierz mi, że to wcale nic trudnego cieszyć się szczęściem innych, nawet w twojej chwili zwątpienia. Przecież ta radość daje pozytywnego kopa, że może być lepiej, że będzie przecież lepiej. Wiem to z własnego doświadczenia.
  6. Nic w życiu nie liczy się tak jak zdrowie. Nie pamiętamy o tym na co dzień, dopiero kiedy zaskoczą nas gorsze chwile przypominamy sobie o tym jak cudownie było bez cieknących gilów czy tygodnia w szpitalu. Nie szanujemy tego i wystarczającą nie doceniamy. Przynajmniej ja nie doceniałam i postaram się to zmienić w przyszłości. Od teraz cieszę się każdy zdrowym dniem i nie narzekam na niedogodności dnia codziennego. Zawsze lepsze zwykłe niewyspanie niż niewyspanie podczas grypy z chorym nieśpiących i płaczącym maluszkiem.
  7. Byłam pewna, że moje dziecko nie będzie potrzebowało smoczka, a nasze łóżko będzie oglądało tylko z daleka. Byłam pewna, że będzie spokojnie zasypiało na swoim gryczano-kokosowym materacyku i chodziło spać o 20:00 … wiele tych pewności było. Że będę robić właśnie tak jak postanowiłam podczas ciąży, a nie tak jak inni mówią czy życie nam pokaże. A pokazało pazurki. Oj ostre to były pazurki! W każdym razie już nigdy nie będę mówić nigdy.
  8. „Tetris nauczył mnie, że jak próbujesz się dopasować to giniesz”. Uwielbiałam w to grać w dzieciństwie, może dlatego zawsze bałam się tego, że zniknę. Zdarzało się, że robiłam coś niezgodnego z własną filozofią i czułam taki ucisk, uwieranie z każdej strony ciała i duszy. Może to właśnie części tetrisowych elementów dawały o sobie znać? „Hej! Uważaj, bo zaraz pojawi się podwójny zielony i będzie booom. Po tobie! Znikniesz”. Nie chcę się skończyć zbyt szybko.

Człowiek uczy się całe życie. Czego ty się ostatnio nauczyłeś? Kiedy ostatni raz zrobiłeś coś po raz pierwszy?

Jeśli chcesz możesz przeczytać czego nauczył mnie 2014.